HUCISKO
. Dokładnie miesiąc po tragedii, która wstrząsnęła regionem, znów na drodze między Leżajskiem a Sokołowem Małopolskim doszło do tragicznego wypadku. W zderzeniu z ciężarówka zginęło pięciu młodych ludzi. Wszyscy mieszkali w podleżajskim Hucisku.
To droga śmierci - tak o trasie Leżajsk-Sokołów mówią mieszkańcy powiatu. W odstępie miesiąca doszło tu do dwóch tragicznych wypadków. 2 lutego w Brzózie Królewskiej rozpędzona skoda wbiła się w bok tira. Zginęło trzech maturzystów. Dwóch wciąż dochodzi do siebie. W nocy z 2 na 3 marca, zaledwie 15 kilometrów dalej, pod Sokołowem Małopolskim, BMW uderza w samochód ciężarowy, tym razem nikt nie przeżył.
Hucisko w żałobieNad ranem wiadomość dotarła do mieszkańców niewielkiego Huciska w gminie Leżajsk. To właśnie tam mieszkali 25-letni Grzesiek, 24-letni Arek, 23-letni Krzysiek, 21-letni Marcin i najmłodszy 20-letni Tomek, który, jak się później okazało, prowadził auto. Do dziś wieś nie może otrząsnąć się z szoku. Młodzi ludzie byli tu dobrze znani. Trzech z nich grało w miejscowej drużynie piłkarskiej.
W sobotę, 6 marca, w kościele parafialnym odbył się pogrzeb. Wzdłuż ołtarza ustawiono pięć trumien. W uroczystości tłumnie uczestniczyli mieszkańcy wsi, kibice Sokoła Hucisko, koledzy ofiar wypadku.
– Trudno uwierzyć w to co się stało – mówi Adam Dąbek, szkolny kolega jednego z chłopaków.
– Trudno też było przyjść na pogrzeb i pożegnać się ostatni raz. Krzysiek był fajnym chłopakiem. Chodziliśmy razem do technikum. Mimo, że po szkole nie utrzymywaliśmy jakiś bliskich kontaktów, to szkoda, że już nie będziemy mieli okazji pogadać.
Ostatnia impreza Swój ostatni wieczór chłopcy spędzali w Leżajsku. Na ulicy Mickiewicza bawili się głośno przy zaparkowanym obok BMW. Byli tak rozbawieni, że około godziny 1 w nocy ktoś z mieszkańców poskarżył się policji na hałasy. Wysłany na miejsce patrol policji wylegitymowali czterech młodych mężczyzn. Dwóm wypisano mandaty, a dwóch pouczono o obowiązku zachowania ciszy nocnej. Kilkanaście minut później do rozbawionej czwórki dołączył piąty chłopak i BMW 316 ruszyło drogą wojewódzką numer 875 w kierunku Sokołowa. Młodzi prawdopodobnie chcieli pojechać do Rzeszowa na zapiekanki. To taki miejscowy nocny zwyczaj, by po imprezie pojechać w okolice rzeszowskiego dworca PKS i coś przekąsić.
Dramat pod SokołowemZa kierownicą auta należącego do 24-letniego Arka usiadł najmłodszy Tomek. Dlaczego to on prowadził? Wciąż nie wiadomo. BMW cięło do Sokołowa. Kilka kilometrów za Wólkę Niedźwiedzką droga skręciła w prawo. Rozpędzone auto zniosło na lewą stronę szosy. Nagle z naprzeciwka pojawiły się światła. Kierowca BMW i jadącego od strony Sokołowa tira nie zdążyli nawet zareagować. Samochód osobowy bokiem wbił się w ogromnego tira.
Kierowca tira, 49-letni mieszkaniec Woli Żarczyckiej, wracał ciężarowym DAF-em z Bułgarii. Do przejechani zostało mu tylko kilkanaście kilometrów. Tuż przez 2 nad ranem minął Sokołów Małopolski, zmierzał w kierunku Leżajska. Po przejechaniu zaledwie kilku kilometrów zauważył mknące w jego kierunku auto. Nie zdążył wyhamować. Siła zderzenia wstrząsnęła kabiną DAF-a. Tir z wczepionym w przód kabiny BMW sunął jeszcze kilkanaście metrów, aż wreszcie zatrzymał się na środku szosy.Przerażony kierowca ciężarówki gaśnicą stłumił pojawiające się języki ognia. Siła zderzenia była tak ogromna, że wyrwała jednego z pasażerów z fotela. Ciało chłopaka wypadło przez tylną szybę i spadło na jezdnię, tuż obok zmiażdżonego BMW. Martwi byli też wszyscy czterej chłopcy zakleszczeni w zmiażdżonej kabinie.
– Zgłoszenie otrzymaliśmy o godzinie 2.13 – mówi Zbigniew Bury z sokołowskiej straży pożarnej.
– Kilka minut później byliśmy na miejscu tragedii. Niestety, nikt z młodych ludzi jadących BMW nie przeżył zderzenia. Pozostało nam więc tylko poczekać na prokuratora, by w jego obecności rozciąć zmiażdżone auto i wydobyć ciała.
Żródło: sztafeta.com.pl | A. Kopacz